Codzienny lęk - jak przerwać zamartwianie się?

Lęk nie zawsze jest tym, czym się wydaje

Wielu ludzi codziennie budzi się z uczuciem napięcia w klatce piersiowej i przez resztę dnia ich myśli krążą wokół różnych pytań typu: „a co jeśli”. Zamartwianie się potrafi wpędzić
w błędne koło katastroficznych wizji, które wydają się bardzo realne. W tym artykule przyjrzymy się różnicy między lękiem a strachem, kiedy lęk jest przydatny, a kiedy staje się męczący, oraz jak można z nim pracować – zarówno w terapii poznawczo-behawioralnej, jak i samodzielnie.

Jeśli czytasz to, bo coś Cię niepokoi u Ciebie lub kogoś bliskiego – to już dobry znak. Szukanie informacji to pierwszy krok. Pamiętaj też, że możesz umówić się na konsultację ze specjalistą.

Lęk i strach – krótkie rozróżnienie

Lęk i strach są często mylone ze sobą, bo oba dają podobne odczucia w ciele: przyspieszone bicie serca, napięte mięśnie, płytki oddech. Strach pojawia się tu i teraz, gdy coś nam realnie zagraża – na przykład widzimy nadjeżdżający samochód, słyszymy głośny hałas w nocy albo czujemy zapach dymu. Jest szybki, ostry i zwykle mija, gdy niebezpieczeństwo znika lub gdy podejmujemy działanie.

Lęk działa inaczej. Pojawia się, gdy w głowie pojawiają się pytania „a co jeśli” – nawet jeśli nic złego się w tej chwili nie dzieje. Jest bardziej rozlany, trwa dłużej i często dotyczy przyszłości, której jeszcze nie ma. W terapii poznawczo-behawioralnej patrzymy na lęk właśnie jako na przewidywanie zagrożenia, które jeszcze nie nadeszło, i uczymy, jak odróżniać te dwa stany, żeby nie mylić wyobrażeń z rzeczywistością. To rozróżnienie pomaga zrozumieć, dlaczego czasem czujemy lęk bez widocznego powodu i jak zacząć z nim pracować w codziennym życiu.

Czy lęk jest nam potrzebny?

Tak – w pewnych ilościach lęk jest potrzebny i pełni ważną funkcję w życiu. Dzięki niemu ewolucyjnie unikaliśmy niebezpieczeństw i do dziś nam pomaga. Sprawdzaliśmy, czy dziecko jest bezpieczne, przygotowywaliśmy się do ważnych rozmów w pracy, planowaliśmy przyszłość i unikaliśmy ryzykownych sytuacji. Lęk o niskim natężeniu mobilizuje uwagę, pomaga skupić się na zadaniu i działać z większą ostrożnością. Bez niego bylibyśmy mniej czujni, mniej zmotywowani do przygotowań i łatwiej wpadalibyśmy w kłopoty.

W codziennym życiu lęk w małych dawkach przypomina nam o terminach, motywuje do nauki czy dbania o zdrowie. To naturalny mechanizm, który pomaga przetrwać i funkcjonować
w świecie pełnym niepewności. Wiele osób zauważa, że lekkie napięcie przed ważnym wydarzeniem pomaga im lepiej się przygotować i wykonać zadanie na wyższym poziomie.

Kiedy lęk staje się męczący – od martwienia się do zamartwiania

Martwienie się to normalna, czasem nawet przydatna rzecz – krótkie przemyślenie „co mogę zrobić, żeby to lepiej poszło” lub „jak uniknąć problemu”. Zamartwianie się to coś innego
i jest znacznie bardziej wyczerpujące. Myśli wracają w kółko, stają się coraz bardziej katastroficzne, a ciało pozostaje w stałym napięciu przez wiele godzin lub dni.

Osoba zamartwiająca się nadal może funkcjonować – chodzi do pracy, spełnia obowiązki domowe, spotyka się z przyjaciółmi – ale wewnątrz jest ciągłe pytanie „co jeśli wszystko się posypie”, „co jeśli nie dam rady”, „co jeśli coś złego się stanie”. Sen staje się płytszy, koncentracja słabnie, a to wpływa na nastrój. To właśnie moment, w którym lęk przestaje być adaptacyjny i zaczyna odbierać energię, sprawiając, że życie staje się cięższe niż powinno. Osoby w takim stanie często mówią, że czują się jakby żyły w ciągłym oczekiwaniu na najgorsze.

Jakie są koszty zamartwiania się

Koszty zamartwiania się są realne i dotykają wielu obszarów życia. Ciągłe napięcie osłabia układ odpornościowy, pogarsza jakość snu, sprawia, że łatwiej o bóle głowy, brzucha czy napięciowe mięśnie szyi i pleców. Zamartwianie się wpływa na relacje – bliscy słyszą te same obawy po raz setny i czasem tracą cierpliwość lub czują się bezradni. W pracy dzieje się podobnie — trudniej się skupić na zadaniach, decyzje zajmują więcej czasu, a kreatywność i efektywność spadają.

W dłuższej perspektywie zamartwianie się może prowadzić do chronicznego wyczerpania, poczucia, że życie to głównie czekanie na to, co złego się stanie, oraz do dodatkowych problemów, takich jak obniżony nastrój czy trudności w relacjach. 

Czy da się wyeliminować lęk?

Nie da się go całkowicie wyeliminować – i nie trzeba tego robić. Lęk w małych dawkach jest częścią bycia człowiekiem i pomaga nam w wielu sytuacjach. Można jednak nauczyć się wciskać hamulec, zanim myśli zaczną kręcić się w kółko i przejmować kontrolę nad codziennością. Celem nie jest brak lęku, tylko taka relacja z nim, żeby nie decydował o tym, jak spędzamy czas i jak się czujemy.

W praktyce oznacza to budowanie umiejętności zauważania momentu, w którym lęk się nasila, i wybierania, czy podążać za tymi myślami, czy nie. To umiejętność, którą można trenować i która przynosi ulgę w codziennym życiu.

Jak w CBT pracujemy z zamartwianiem się

W terapii poznawczo-behawioralnej mamy kilka dobrze przebadanych dróg pracy z zamartwianiem się. Jednym z najskuteczniejszych protokołów pracy jest metapoznawczy model Wellsa. Uczymy w nim:

  •  jak zmieniać stosunek do własnych myśli, traktując je jako „tylko myśli, nie fakty”, 

  • jak redukować potrzebę ciągłego analizowania oraz sprawdzania. 

Innym podejściem jest transdiagnostyczny protokół Barlowa, który pomaga regulować emocje jako całość, ucząc tolerowania dyskomfortu bez uciekania w zamartwianie. Często łączymy je z elementami terapii akceptacji i zaangażowania albo behawioralną aktywizacją, dobierając wszystko do konkretnej osoby i jej historii.

Terapeuta pracuje konkretnie: razem z pacjentem rozpoznajemy moment, w którym myśli zaczynają się kręcić w kółko, testujemy nowe nawyki i stopniowo budujemy pewność, że można przerwać pętlę. Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania – protokół jest dostosowywany tak do danej sytuacji, żeby najlepiej pasował do życia pacjenta i jego codziennych wyzwań.

Jak można samemu pracować z zamartwianiem się

Zanim terapia się zacznie, można już wprowadzić kilka prostych praktyk, które przynoszą ulgę.

  • Praktyka uważności. Pomaga zauważać myśli  zanim zabiorą nas w wir zamartwiania się i obserwować je z dystansu. Bez oceniania. 

  • Technika „odkładania martwienia się”. Wyznaczamy sobie konkretny czas w ciągu dnia (np. 15 minut po południu) i wtedy dopiero pozwalamy sobie na wszystkie myśli typu „a co jeśli”. Do tego czasu wszystkie myśli po prostu odkładamy na bok, odkładamy do ustalonej godziny. To daje przestrzeń w ciągu dnia na wszystkie inne ważne sprawy.

  • Praktyka samowspółczucia. Mówienie do siebie łagodnie, tak jak mówilibyśmy do dobrego przyjaciela w trudnej chwili. Ten sposób narracji do siebie zmniejsza dodatkową krytykę i poczucie winy za sam lęk.

  • Proste techniki oddechowe. Spokojne oddychanie, oddychanie koherencyjne lub inna forma delikatnego oddechu pomaga ciału zejść z trybu alarmu i wrócić do równowagi. 

Te techniki to małe kroki, które powoli budują przestrzeń między impulsem a reakcją i uczą, że lęk nie musi rządzić całym dniem.

Kiedy koniecznie należy zgłosić się do psychoterapeuty

Dane pokazują, że ludzie często zgłaszają się po pomoc dopiero po 20 latach od pierwszych objawów lęku. Nie musisz czekać tak długo. Jeśli zamartwianie się zajmuje coraz więcej czasu w ciągu dnia, utrudnia sen, relacje z bliskimi albo zwykłe codzienne funkcjonowanie – warto skonsultować się ze specjalistą.

W terapii poznawczo-behawioralnej efekty przychodzą zwykle dość szybko, bo pracujemy konkretnie nad mechanizmami, które podtrzymują lęk. Nie musisz męczyć się latami – pomoc jest dostępna i może przynieść wyraźną ulgę już po kilku miesiącach regularnej pracy. Czasami nawet po kilku sesjach klienci obserwują zmniejszenie napięcia lub chociażby uzyskanie kontroli nad tym, co się dzieje.

Pierwsze małe kroki w codziennym życiu.

Jeśli zauważasz, że często się martwisz lub nadmiernie rozmyślasz możesz zacząć  od rzeczy, które nie wymagają wielkiej siły woli:

  • wyznaczenie stałej pory na „martwienie się” i odkładanie myśli na później, żeby nie zajmowały całego dnia

  • kilka minut uważności albo prostego ćwiczenia oddechowego w ciągu dnia, np. podczas przerwy w pracy

  • powrót do jednej przyjemnej aktywności, nawet jeśli lęk próbuje ją zakłócić – spacer, czytanie, rozmowa

  • rozmowa z kimś zaufanym – samo nazwanie tego, co się dzieje, już trochę zmniejsza ciężar i daje perspektywę

W CBT nazywamy to przerywaniem pętli. Zaczynamy od małych rzeczy, bo one powoli zmieniają nawyki pokazują, że kontrola jest możliwa.

Codzienny lęk i zamartwianie się nie muszą być wyrokiem

Zamartwianie się to dobrze poznany i zbadany mechanizm nad którym da się pracować – zarówno samodzielnie, jak i z pomocą specjalisty. 

W Centrum poZDROWIENIE pomagamy właśnie w takich sytuacjach – spokojnie, konkretnie, bez pośpiechu. Jasno definiujemy cel terapeutyczny i staramy sie wprowadzać techniki i protokoły, które daja jak nalepsze i szybkie techniki radzenia sobie. Możesz do nas napisać lub zadzwonić. Jesteśmy tu po to, by Cię wysłuchać i razem znaleźć drogę do spokojnej głowy.

Next
Next

Depresja – ta widoczna i ta ukryta